sobota, 28 czerwca 2014

rozdział czwarty ♥

Następnego dnia

Rano obudziły mnie promienie słońca na mojej twarzy. No tak zapomniałam zasłonić zasłonę kiedy kładłam się spać. Podniosłam jedną rękę, żeby zmniejszyć promienie świetlne, które mnie raziły. Zerknęłam na godzinę na telefonie. Przeżyłam szok.
-Że co?! Ósma?! To jest żart.- Moja mina bezcenna. No wiecie w końcu to mój wyczyn jak wstaję to nie wcześniej niż przed 10:00. Ale co mi tam dzisiaj w końcu muszę przygotować się do obiadu. Aż w środku poczułam ciepło na samą myśl o tym. Cicho wyszłam i skorzystałam z łazienki. Zbiegłam po schodach na dół do kuchni. Otworzyłam lodówkę żeby zrobić sobie śniadanie, ale no gdzie po co? Przecież żeby było coś innego poza światłem to by było fajnie. Chociaż nie. Jest mleko więc nie będę wybrzydzać. Płatki śniadaniowe na pewno też się znajdą. Podgrzałam mleko i nalałam je do miski z moim śniadaniem. Przeniosłam się z nim przed laptopa żeby móc sprawdzić jakieś interesujące, a zarazem łatwe dania, które mogłabym przyrządzić na dzisiejszy obiad, bo niestety muszę przyznać gotowanie to moja słaba strona. Kiedy znalazłam już to co mogłabym zrobić poszłam przebrać się do swojego pokoju, a następnie wyszłam na zakupy. W supermarkecie nie był dużo osób dzięki czemu poszło mi to dość sprawnie. Wróciłam i zaczęłam się brać za przygotowania. Jak na mnie dość umiejętnie poszło mi przygotowywanie obiadu. Pozostało mi tylko przebrać się i oczekiwać na Oscara. Pobiegłam do łazienki wziąć szybki prysznic, umalować się i przebrać. Założyłam czarne skórzane spodnie, białą bluzkę z pająkiem, szary sweter oraz czarne szpilki. Choćbym chciała sukienka i tak nie wchodzi w grę, gdyż w mojej szafie nie znajdzie się ani jedna. Nie gustowałam nigdy w sukienkach, ale jestem w Londynie i pora to zmienić. Kończyłam się malować kiedy zadzwonił dzwonek. Zbiegłam po schodach pomijając fakt, że z ostatniego prawie bym spadła. Tak to ja niezdara. Otworzyłam drzwi Nicholasowi. Na jego widok uśmiechnęłam się i poczułam jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej. Nie wieżę i to na jego widok.
-Witaj Rose. Pięknie wyglądasz.
-Cześć Nicholas. Dziękuję. Wchodź. - nie powiem troszkę był sztywno. Jak na jakimś spotkaniu biznesowym.
-Mmmm....co tu tak pachnie?
-Zrobiłam dla nas obiad. - powiedziałam i czułam, że zaczynam się czerwienić. Co jak pomyśli, że to za wiele? Albo jak zje i nie będzie mu smakować? Tysiące myśli od razu zrodziło się w mojej głowie. A może nie jest głodny? Z odsieczą na moje myśli nadszedł Nicholas.
-To świetnie w sam raz akurat jestem głodny bo wracam z pracy.
Razem zjedliśmy obiad. Wyglądało na to, że mu smakuje. Po posiłku chłopak pomógł mi posprzątać ze
stołu, co chwile ocierając się w „przypadkowy” sposób o mnie. Razem w końcu zasiedliśmy przed telewizorem i zaczęliśmy oglądać komedię romantyczną. W międzyczasie Susan wyszła, więc zostaliśmy sami. Podczas filmu co chwilę zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej. To co leciało w telewizji już nas nie interesowało całą swoją uwagę skupialiśmy na sobie.
-Rose muszę ci powiedzieć, że nie znamy się za długo, ale widzę, że jesteś wspaniałą dziewczyną. I chcę ci powiedzieć, że....- nie dokończył swojej wypowiedzi przez telefon, który rozdzwonił się akurat w tak ważnym momencie.
-Halo..-powiedział zirytowanym głosem, ale zaraz po tym jak usłyszał głos po drugiej stronie rysy jego twarzy złagodniały tak jak ton jego głosu. - Rozumiem zaraz będę poczekaj na mnie. Rose przepraszam cię bardzo muszę już iść. Dziękuję za obiad, był przepyszny. Do zobaczenia wkrótce. - złożył delikatny pocałunek na moim policzku i wyszedł. Ohh...dlaczego w takim momencie musiał ktoś nam przeszkodzić kiedy byliśmy tak blisko siebie. Posiedziałam jeszcze chwilę na kanapie i wyszłam z domu. Tak spacer dobrze mi zrobi. Nadal czuję tego jego ciepłe wargi stykające się z moją skórą na poliku. Niby to nic takiego, ale jednak dla mnie to już krok do przodu, krok do przełamania się przez przeszłość. Usiadłam w parku na pobliskiej ławce i wystawiłam twarz do słońca. Tak to jest piękny dzień. Rozejrzałam się dookoła siebie i już miałam ruszać do domu kiedy zauważyłam całującą się parę. Tak to był piękny obraz, ale zaraz zaraz....
Czy..? Nie, nie, nie, nie! To nie możliwe! Oczy zapiekły mnie od łez, które cisnęły się, żeby się wydostać. Jak mógł mi to zrobić! Myślałam, że Nicholas jest inny...zaufałam mu, a nawet jak głupia się w nim zakochałam. Ten widok był straszny już nawet nie próbowałam wstrzymać łez. Zaczęłam biegnąć. Musiał mnie on zauważyć, bo zaczął za mną wołać, ale...to już nie miało znaczenia. Biegłam przed siebie zagłuszona przez swój płacz nie słyszałam nic.....jakbym odcięła się od światła. Ostatnim dźwiękiem jaki pamiętam był pisk opon i czyjś krzyk. Nie jestem pewna, ale należał on chyba do Nicholasa.  
***
(w tym samym czasie)
Nicholas to bardzo miły i romantyczny chłopak, cieszę się, że go poznałam. Nie wygląda na chłopaka który by skrzywdził moją przyjaciółkę. A jeśli by spróbował, to skończył by tak jak Rick. Zostawiłam ich samych na dole, oglądali jakaś komedię romantyczną. Mieszkamy tu zaledwie 3 dni, a ja znam wszystkie uliczki i trasy do biegania. Uwielbiam biegać, mieszkając w Grecji należałam do grupy lekkoatletycznej, byłam najlepsza. Założyłam na siebie szare spodnie dresowe, niebieski top, różową bluzę oraz air mary. Zabrałam z biurka mp 4 i słuchawki. Oznajmiłam Rose i Nicholasowi że wychodzę pobiegać. Biegałam myśląc o sobie. Mając 23 lata ukończone studia, obroniony magister inżynierii nie mam pracy ani narzeczonego. Jestem po prostu do niczego, moja przyjaciółka przynajmniej ma prace i chyba chłopaka. A ja nie chcę żerować na niej. Chce mieć swoje pieniądze, chyba w końcu  muszę przestać użalać się nad sobą, nic tym nie wskóram. Jutro zacznę szukać pracy. Przecież na pewno gdzieś poszukują młodej zdolnej absolwentki najlepszej uczelni. Biegając tak po parku zgubiłam poczucie czasu. Znalazłam się w okolicy dość nie ciekawej po której krążyli nie zbyt przekonującą mili mężczyźni.  Byłam już na końcu uliczki, kiedy w bocznej alejce usłyszałam krzyki. Moja ciekawość przerosła mnie i postanowiłam podejść bliżej. Lecz po chwili już żałowałam że tam podeszłam. Stałam za koszem na śmieci, próbowałam dostrzec twarze. Ujrzałam piękną młodą dziewczynę bez ubrań. Strasznie płakała i resztkami sił próbowała krzyczeń. Mężczyzna kopał dziewczynę po brzuchu nogach twarzy. Następnie zdjął spodnie, a z moich ust wydobył się cichy pisk przerażenia, dobrze wiedziałam co on chce jej zrobić. Mężczyzna obrócił się w moją stroną, doznałam szoku. Zobaczyłam Oskara. Nie nigdy by się czegoś takiego nie spodziewała. W moich oczach automatycznie pojawiły się łzy, podszedł do mnie, stał przede mną i się nie odzywał. Dziewczyna w tym momencie pozbierała się i uciekła.
- Nigdy w życiu nie próbuj mnie dotknąć. Bo wtedy skończysz 5 metrów po ziemią.
- Ale to nie jest tak jak to wyglądało. Daj mi to wytłumaczyć.
- Serio to nie jest tak. To jak ? Parę minut temu na moich oczach prawie zgwałciłeś dziewczynę. Znamy się kilka dni. Ty znasz mój adres, numer telefonu i to jest kurwa chore. Boję się ciebie. Może teraz to samo zrobisz mi ? Śmiało.
- Susan fakt prawie ją zgwałciłem. Ale nie chciałem jej robić krzywdy, po prostu moim zadaniem było ją tylko postraszyć.
-Ty kopanie po twarzy, brzuchu nazywasz straszeniem ?
-Nie, Susan proszę cię nie przerywaj mi i słuchaj mnie uważnie.
Pokiwałam głową, a on kontynuował.
-To jest moja praca, nie mogę od niej uciec, mój ojciec, on kazał mi to robić inaczej wyrzuci mnie z domu, zabierze mi wszystko i zabije ważne osoby w moim życiu. Mój ociec ma swój gang i klub nocny. A ta dziewczyna była tancerką w jego klubie która zrezygnowała, jak bym jej tego nie zrobił. Ojciec  tobie zrobił by krzywdę. Widział nas wtedy przed klubem jak się całowaliśmy. Wie że jesteś dla mnie ważna i będzie mnie szantażować. Przepraszam. Ja nie chciałem jej robić nic. Zależy mi na tobie jak na nikim innym chociaż spotkaliśmy się dwa razy. Ale wiem że jesteśmy sobie przeznaczeni. Susan nie bój się mnie.
Boże co on w ogóle do mnie mówi. Czy on czasami nie wyznał mi miłości, co mam o tym myśleć. To co mówię wydaje się być wiarygodne. Ale nie wybaczę mu od razu.
- Jakbym nie przebiegała tędy, powiedziałbyś mi o tym co musisz robić ?
- W odpowiednim momencie, gdybym wiedział że nie odejdziesz ode mnie, owszem wtedy bym ci powiedział. Proszę uwierz mi. Susan ja cię kocham ! Wiem że to za wcześnie mówić o miłości ale tak jest naprawdę.
- Nie wiem Oscar. Daj mi czas. Myślisz że to jest proste, widzieć osobę która ci się podoba jak robi krzywdę jakieś biednej dziewczynie. Nie to nie jest proste.
Chciałam raz w życiu zakochać się w odpowiednim chłopaku. Ale nie przecież ja zawsze muszę mieć pecha. Jestem po prostu do dupy.
Rozpłakałam się jak głupie małe dziecko. Usiadłam na ziemi, a obok mnie Oscar. Siedzieliśmy tak w ciszy. A ja dalej ryczałam. Jestem idiotką, która kocha osobę która przed chwilą omal nie zabiła człowieka, dlatego że się we mnie zakochała. Może to idiotyczne, ale z jednej strony fajnie, że ktoś mnie kocha. Naprawdę mnie kocha, przynajmniej tak powiedział.
- Oscar naprawdę mnie kochasz? - zapadła głucha cisza. On przybliżył się do mnie, nasze twarze były milimetry od siebie, patrzył mi w oczy, na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Pocałował mnie.
- A czy ty mnie kochasz Susan ?
- Tak, chyba tak.
- To udowodnij mi to.
Pocałowałam go, to było coś więcej niż dotknięcie się wargami, to było coś niesamowitego, coś czego nigdy nie otrzymałam od drugiej osoby. Nasz pocałunek był pełen miłość. Chyba zwariowałam mówiąc że jest moją miłością, ale właśnie tak jest. To co zrobił nie ma znaczenia, chcę w końcu być szczęśliwa i to z nim, nie zależnie od tego czy komuś się to nie będzie podobać. Po tak przepięknej chwili musieliśmy wrócić do domu. Wsiedliśmy do samochodu Oskara i jechaliśmy słuchając piosenek. W oddali było słychać sygnał karetki i policji. Podjechaliśmy bliżej, wyszłam ze samochodu, przepchałam się przez tłum i zobaczyłam Nicholasa. Wtedy moje serce na kilka minut stanęło. Z moich oczu płynęły łzy. W mojej głowie roiły się wszystkie możliwe myśli, ale jednego byłam pewno za tym wszystkim stoi Nicholas. Poczułam czyjeś ręce na mojej tali, był to Oskar.
-Proszę, idź zapytać kto miał wypadek. Mówiłam do Oskara przez łzy.
Nagle usłyszałam jak policjant mówi  Rose Douglas. Rozpłakałam się jak małe dziecko które zgubiło się w centrum handlowym i szuka mamy. Uspokoiłam się i podeszłam do Nicholasa. Patrzyłam na niego nie wiedząc co powiedzieć, aż w końcu przemówiłam.
- Wytłumacz mi co tutaj się wydarzyło ?
Był bardzo zakłopotany, dziwny, nie widziałam w nim ani kropli współczucia, jego twarz nic nie mówiła.
-Kurwa, powiesz mi w końcu co się stało ?

niedziela, 18 maja 2014

rozdział trzeci ♥



***
/w tym samym czasie tej samej imprezy/
Udając się na imprezy z Susan, zawsze jest tak samo, pijemy dużo, a następnie idziemy na parkiet każda gdzie indziej ona wyrywa chłopaków, a ja nie.Wypiłyśmy kilka drinków i poszłyśmy tańczyć, oczywiście każda w inną stronę. Susan zniknęła mi z zasięgu wzroku. A ja mogłam liczyć tylko na siebie. Przetańczyłam trzy piosenki, udałam się do baru. Usiadłam obok mężczyzny który był totalnie zalany alkoholem, mówiłam sam do siebie, i cały czas prosił o kolejne kieliszki alkoholu. Nie chciałam być inna i też poprosiłam o wódkę. Dopiero teraz mężczyzna mnie zauważył.
-Wi...witaaam piękną damę - powiedział jąkając się. 
-Hej - odpowiedziałam nie śmiało uśmiechając się.
-Jak ci na imię piękna ? -zapytał już normalnie, nie jąkał się. Słysząc słowo "piękna" zarumieniłam się.
-Rose -uśmiechnęłam się.
-Jestem Nicholas, i jak widzisz zalewam w swoje smutki w butelkach wódki. Emily była dla mnie wszystkim, kochałem ją najbardziej na świecie, dzisiaj chciałem się jej zapytać czy zostanie moją żoną, a ona po prostu oznajmiła, że poznała chłopaka lepszego ode mnie. Przepraszam, że ci to powiedziałem ale musiałem to wyrzucić z siebie.
-Przykro mi. Jest w porządku nic się nie stało, nie przepraszaj - uśmiechnęłam się delikatnie.
Siedzieliśmy i piliśmy kolejne kieliszki wódki, opowiadał mi o swoim życiu, a ja o swoim, rozluźniłam się przy nim, nie wstydziłam się rozmawiać z chłopakiem tak ładnym jakim był Nicholas. Oznajmiłam mu, że muszę już udać się do domu. Poprosił mnie o numer telefonu. Zgodziłam się i zostawiłam go samego przy barze.
Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu.
Wykończona imprezą można powiedzieć, że wręcz wdrapałam się po schodach, a następnie do łazienki. Weszłam pod prysznic, który choć trochę rozluźnił moje nieco spięte mięśnie oraz orzeźwił nieco po alkoholu. Gorąca woda uderzała moją głowę spłukując szampon. Wyszłam owinięta w ręcznik do mojego pokoju i ubrałam piżamę. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie z paczką chipsów i wodą. Na dość miałam już dość promili we krwi. Włączyłam laptopa, żeby poprzeglądać Facebooka i inne portale. Znudzona już ciągłym oczekiwaniem na Susan miałam już iść do siebie kiedy w pokoju stanęła ona.
-Muszę Ci coś powiedzieć - powiedziałyśmy jednocześnie
-Ty pierwsza - powiedziała Susan
-A więc, poznałam mega przystojnego chłopaka. Ma na imię Nicholas, dziewczyna z nim zerwała.
-I jak doszło do czegoś między wami?- entuzjazmowała się Rose.
-Przecież wiesz, że ja...-spuściłam głowę i zaczęłam oglądać swoje stopy.
-Przepraszam-powiedziała, patrząc na mnie troskliwie.-Wiesz, że nie chciałam-a jej twarz wyglądała na zakłopotaną.-Stało się coś?
-Nie..Tak.. Sama nie wiem- spojrzałam prosto w jej niebieskie oczy. -Ja...ja się chyba zakochałam.-Widziałam jak Susan lekko przygryza wargę i delikatnie się uśmiecha.
-Rose to wspaniale!- I przytuliła mnie najmocniej jak potrafiła.
-Tylko ja się boję, że on tego nie odwzajemni, że to.. że to kolejny człowiek, który...-moje oczy zaczęły się szklić, a mój wzrok znów powędrował na stopy.
-Nie kończ. Cii...-uspokajała mnie jak tylko potrafiła.- Nie myśl o tym co wydarzyło się kiedyś-podniosła moją twarz tak żebym widziała ją.-Pomyśl o tym co może się stać, że może to być coś pięknego.-powiedziała, a ja na te słowa lekko się zaśmiałam, lecz mimo to pokręciłam głową. Nie byłam na to gotowa. Nie chciałam bardzo długo budowałam mur obronny przed zakochaniem.
-A ty co chciałaś m powiedzieć?-zapytałam licząc na to, że odejdziemy od tematu mojej osoby.
-Cóż.. ja również kogoś poznałam. Pocałowaliśmy się, ale ja uciekłam. Musiałam pochodzić kilka godzin po Londynie. Jakoś nie potrafiłam wrócić tutaj. Chciałam ochłonąć choć sama nie wiem dlaczego, aż tak bardzo się tym przejęłam. Przecież to nie pierwszy chłopak w moim życiu. Ahh.. mniejsza z tym. Na ulicach spotkałam wielu ludzi i teraz wiem, że mieszka tu też spora część niebezpiecznych ludzi. Musimy na siebie uważać kiedy same gdzieś chodzimy bez siebie.
-Dobrze.- Rozmawiałyśmy dość długo, o wszystkim, a przede wszystkim o chłopakach których poznałyśmy. Susan w sprawach chłopców znała się najlepiej, wiele razy była zauroczona ale nigdy się nie zakochała, wiedziała jak rozmawiać z chłopakami, nie angażowała się w związki.
Zakończyłyśmy naszą nocną rozmowę. Susan poszła się umyć. A ja udałam się do mojego pokoju. Chociaż
spędziłam w nim zaledwie dwie noce, kochałam go. Był przytulny nie taki sam jak w starym domu, ale był mój. Usiadła przy biurku, włączyłam laptopa i sprawdziłam pocztę. Przed snem postanowiłam przeczytać chociaż jeden rozdział mojej ulubionej książki "Zmierzch". Czytałam i czytałam, nie pamiętam kiedy skończyłam, zasnęłam. Obudziłam się o bardzo późnej dla mnie porze, jestem rannym ptaszkiem. Poszłam do łazienki, robiąc poranną toaletkę. Założyłam sweterek, bluzeczkę przeźroczysta i legginsy z dodatkiem skóry.
Zeszłam na dół, nie zastałam nikogo, zapewne Susan jeszcze spała dla niej to normalne. Zrobiłam sobie śniadanie, napisałam kartkę przyjaciółce, że wyszłam i wrócę na obiad.
Chodziłam po Londynie, oglądając wszystko dokładnie, odkryłam wiele ciekawych miejsc, o których nie piszę żaden portal internetowy, miejsca w których można się skryć uciec od rzeczywistości. Jestem pod wrażeniem tego miasta, nawet jeśli pogada nie jest taka jak w Grecji czy Turcji, chce mieszkać tu do końca życia. Po długim spacerze, ale jakże ciekawym postanowiłam  udać się do znalezionej przeze mnie i moją przyjaciółkę kawiarni.  Usiadłam w  wolnym stoliku, oczekując na zamówienie. Po chwili otrzymałam pyszną kawę. Wyciągnęłam swoją książkę z torebki i zaczęłam czytać. Lektura jest bardzo wciągają, nie mogłam przerwać czytania, lecz ktoś zrobił to za mnie, otrzymałam SMSa, pomyślałam że to Susan z setkami pytań gdzie jestem i czemu ją zostawiłam. Pomyliłam się to nie była wiadomość od mojej przyjaciółki - tylko jakiś nieznany numer. Ciekawość mnie zżerała, więc nie trzymałam się dłużej w niepewności. Otworzyłam wiadomość ...

 Pomyślałem że moglibyśmy się spotkać. Nicholas ;)

Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, oczywiście że chciałam się z nim spotkać. Ale nie wiedziałam czy powinnam się spotkać. Postanowiłam zaryzykować. Zastanawiałam się co mu odpisać, czy napisać abyśmy się spotkali w jakimś spokojnym miejscu gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał, ale to jest zbyt niebezpieczne, przecież on może mnie wykorzystać, wole czuć się bezpiecznie w przytłoczonej galerii.

Dobrze, spotkajmy się za 3 godziny w galerii. Rose :)

Wypiłam swoją kawę i udałam się w stronę galerii. Wchodząc do niej, zauważyłam dużo bardzo dużo osób. 
Wszyscy z przynajmniej dwoma reklamówkami. Postanowiłam wejść do kilku sklepów, kupiłam sobie nowe bluzki i legginsy. Chodziłam ze swoim zakupami przez jeszcze godzinę czekając na Nicholasa. 
Nadeszła pora kiedy mieliśmy się spotkać. Czekałam na niego przy fontannie. Po 5 minutach w oddali ujrzałam ślicznie ubranego i przystojnego chłopaka, zmierzającego w moją stronę.
-Hej Rose - powiedział posyłając mi ciepły uśmiech.
-Hej - odpowiedziałam nieśmiało
-Dziękuję że zgodziłaś się ze mną spotkać.
-Nie ma sprawy w sumie i tak nie miałam co robić. To jakie miałeś plany związane z dniem dzisiejszym?-I spojrzałam w jego piękne zielone oczy. Nasze spojrzenia na kilka sekund się spotkały. Jednak szybko odwróciłam wzrok w inną stronę. W myślach skarciłam się za to, że w ogóle w nie zerknęłam. Cały czas powtarzałam sobie nie patrz tam, nie patrz bo pożałujesz. Wiedziałam, że jeżeli bardziej będę się w nie wpatrywać to w końcu zakocham się w nich bezgranicznie i zapewne znów będę cierpieć. Nie chcę przeżywać tego samego co kilka lat temu, a jeśli on....
-Halloo! Kontakt! Ziemia do Rose!- z moich myśli wyrwał mnie Nicholas, który coś do mnie mówił, a ja w ogóle go nie słuchałam.
-Mmm... co? Przepraszam.-odpowiedziałam, a na moich policzkach ukazały się rumieńce.
-Do twarzy ci z rumieńcami.-kiedy to powiedziałam jeszcze bardziej zrobiłam się czerwona, aż czułam jak moje policzki płoną.
-To o czym tak zażarcie do mnie mówiłeś?-spytałam szybko zmieniając temat i odciągając dyskusję od mojej osoby.
-No więc.. tak sobie wymieniałem gdzie moglibyśmy iść w tę piękną pogodę?
-W takim razie jakie pomysły?
-Myślałem o spacerze po Hyde Park co ty na to? Żebyśmy się lepiej mogli poznać hmm...?- I uśmiechnął się ukazując przy tym szereg swoich białych zębów. Zgodziłam się lekkim kiwnięciem głowy i ruszyliśmy w stronę parku. Kiedy doszliśmy na miejsce usiedliśmy na trawie blisko siebie, lecz nadal utrzymywałam między nami jakikolwiek dystans.
-W takim razie opowiedz mi coś o sobie Nicholas.- Posłałam mu lekki uśmiech i zerknęłam w stronę jego twarzy. Zmieniła ona wyraz na bardziej poważny i nieco smutny.
-Nie miałem tak pięknego życia jak można by sobie wyobrazić. Moja matka zmarła kiedy miałem 5 lat. Po tym wydarzeniu ojciec zaczął pić i nic innego go nie interesowało. Moja nauka, czy może jestem głodny nic kompletnie nic. Za każdym razem kiedy wracał z baru bił mnie jakby musiał się wyżyć i jakby to była moja wina, że mamy już nie ma. Gdy tylko skończyłem 18 lat wyprowadziłem się od niego i zacząłem nowe życie od nowa bez niego i tak się tułam do dzisiaj. W swoim życiu miałem tylko jedną dziewczynę. Kochałem ją.- Na jego oczach pojawiły się łzy. Widziałam, że z trudem mu przychodzić o tym opowiadać.-Emily była wspaniała, ale zakończyło się to jak się zakończyło..-zrobił krótką przerwę- sama zresztą chyba wiesz. Wspomniałem o tym w klubie- posłał mi blady uśmiech. -A teraz opowiedz coś o sobie- I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się rozpromienił.
-Koniecznie muszę?-Odwróciłam w jego stronę twarz i spojrzałam w jego zielone oczy. I stało się BUM! Od razu je pokochałam były piękne, niesamowite takie tajemnicze.
-Opowiadaj, albo cię do tego zachęcę - na jego twarz wpłynął łobuzerski uśmiech.
-Ciekawa jestem twoje sposobu wymuszenia informacji - gdybym wiedziała jakie działania miał w planach przemyślałabym swoje słowa. Rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się tak głośno, że wiele osób przechodzących obok patrzyli na nas.
-Opowiesz albo nigdy nie przestanę cię łaskotać.
Do...do...dobrze-wydukałam między śmiechem.- ale prooo...szę puść mnie już.-śmiałam się w niebo głosy. Nicholas zaprzestał działania swojego niecnego planu i przypatrywał mi się. Leżałam pod nim, a on opierając się na swoich rękach wpatrywał się we mnie tak jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Delikatnie pochylił się w moją stronę. Czułam jego oddech na mojej twarzy był tak blisko...
Czułam jego oddech na mojej twarzy był tak blisko...Nawet bliżej niż by się mogło zdawać. Zaczął się do mnie zbliżać. Wiedziałam czym się to skończy dlatego nie mogłam do tego dopuścić. Mimo tych jego zielonych oczu, które już zdążyłam pokochać i tego, że już wiem jak wyglądało jego życie, i że już mogę mu
nieco zaufać nadal bałam się okazywać uczuć. Bałam się miłość. Przez moje myśli krążyły wszystkie najgorsze zdarzenia z mojego wcześniejszego życia. Chłopak, zakochanie, rosnąca miłość i...gwałt. Przeszły one przez moją głowę jak film, który był prawdą. Zaparłam ręką o jego tors, który zakrywała błękitna koszula podkreślająca jego oczy. 
-Prze...przepraszam, nie mogę.-I odepchnęłam go lekko od siebie ręką. To, że się odsunął nie oznaczało, że mam wiele siły. Odsunął się, bo wiedział, o co mi chodzi.
-Stało się coś?-Zapytał znienacka wprawiając mnie w zamieszanie. Nie wiedziałam czy mogę, aż tak mu zaufać               i powiedzieć o swojej przeszłości. Nikt poza Susan o tym nie wiedział. Nawet rodzicom nie mówiłam, bo     i tak się mną nie interesowali zbyt bardzo. Moje oczy zaszkliły się. Wiedziałam, że za chwilę będą spływać strumieniem po moich policzkach.
-Wybacz muszę już iść!-krzyknęłam i już biegłam w stronę głównej ulicy zostawiając osłupiałego Nicholasa na trawniku. Biegłam przed siebie, nie odwracałam się. Łzy wylewały się jak z wiadra. Pobiegłam do jednego z tych miejsc, których nikt nie odwiedzał tych zacisznych i spokojnych. Osamotnionych, takich jak czułam się ja opuszczonych. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Dlaczego..? Dlaczego właśnie ja musiałam przez to wszystko przejść. Dlaczego nie mogłam zapomnieć chociaż o tym? Wiem, że żalenie się nad samą sobą nic nie pomoże, lecz przynosiło mi to po części ulgę. Za bardzo przechowywałam w sobie to co czuję. Nie mogłam ulżyć swojemu sercu, ani ciężarowi. Wyciągnęłam z torby zeszyt, w którym w swoje najgorsze dni opisywałam. Wyrwałam stronę, w której było opisane zdarzenie z dnia, które wywróciło moje życie       o 180 stopni. Podarłam ją na malutkie kawałeczki po czym wrzuciłam do torebki.
-Koniec z tym. Koniec z tym użalaniem nad sobą. Kiedy tylko wrócę do domu spalę to. Spróbuję odżyć na nowo.- gadałam sama do siebie, kiedy po drugiej stronie jeziora, gdzie znajdowała się moja oaza spokoju, ciszy i osamotnienia pojawiła się jakaś postać. Wysoki, przystojny mężczyzna. Widać było nawet z tej odległości, że coś go gryzie, że jest czymś przygnębiony. Postanowiłam trochę pomyszkować. Po cichu podeszłam za krzew, który stał najbliżej postaci. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że to Nicholas. Na moich ustach pojawił się uśmiech. Chciałam podejść do niego kiedy zaczął do siebie mówić.
-Co zrobiłem źle? Powiedziałem coś nie tak?-widać, że dogłębnie się zastanawia. -Dlaczego ona uciekła? Jeszcze widziałem jej zaszklone oczy. Mam nadzieję, że nie były z mojego powodu. Nie chciałem, żeby płakała z mojego powodu. Chciałem się nią zaopiekować, sprawiać, że z mojego powodu by się uśmiechała, stała się radośniejsza. Żeby....żeby mi zaufała tak jak ja jej ufam.-serce ścisnęło mi się na te słowa. On mi ufał opowiedział coś co możliwe nikomu innemu nie mówił, a ja tak po prostu mu uciekłam przez moją przeszłość. Wyszłam zza krzewu i usiadłam obok zaskoczonego Nicholasa.
-To było piękne- posłałam mu lekki uśmiech.
-Ja.. jaa- nie wiedział co powiedzieć, a ja sama nie dałam mu tej możliwość, gdyż wpiłam się w jego usta.
Pocałunek od razu został odwzajemniony przez niego. Był on delikatny, lecz można było wyczuć te nutę pragnienia przez nas obojga. Oderwaliśmy się od siebie przez deszcz, który zaczął padać, który tak naprawdę był wielkim zaskoczeniem. Nie zapowiadało się na taką pogodę, a tu taki prezent. Szybko wstaliśmy z trawnika i zaczęliśmy biec ze śmiechem w stronę jakiegokolwiek sklepu lub miejsca, w którym moglibyśmy przeczekać chwilowe załamanie pogody. Wbiegliśmy pod łuk jakiegoś nieznanego budynku i trawiliśmy przyciągnięci do siebie oczekując na zmianę.
-Odprowadzę cię domu.-I kiedy tylko przestało padać ruszyliśmy w stronę mojego nowego domu, który dzieliłam razem z Susan.
-No więc.. tutaj mieszkam.-nie chciałam, żeby ta chwilą przebywania z nim się zakończyła, ale niestety dotarliśmy na miejsce szybciej niż sądziłam. Z Nicholasem tak szybko i dobrze płynął mi czas.
-To ja będę lecieć.-I zaczął wolnym krokiem odchodzić. Patrzałam w ślad za nim. Kiedy nagle moje stopu same zaczęły biec w jego stronę.
-Nicholas!-krzyczałam z lekki uśmiechem. Chłopak przystanął i zobaczył, że biegnę w jego stronę. 
- Zapraszam cię jutro na obiad.- powiedziałam już będą bardzo blisko niego. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam namiętnie. Nim się obejrzał biegłam z powrotem do domu. Obejrzałam się za siebie lekko przygryzając wargę i krzyknęłam jeszcze do oszołomionego takim szybkim zwrotem akcji chłopaka. 
- Do jutra o 13 u mnie! - I weszłam do domu. Zamknęłam drzwi i się o nie oparłam zsuwając się po nich. Czułam się tak dobrze jak nigdy. W końcu byłam szczęśliwa. Z uśmiechem wstałam i podeszłam do kuchni gdzie stał kosz. Wrzuciłam tam resztki podartej kartki i odeszłam do swojego pokoju lekko nucąc pod nosem. Z gracją godną słonia rzuciłam się na łóżko i zaczęłam rozmyślać co tak naprawdę się dzisiaj wydarzyło. Że w końcu się przełamałam i zaczęłam ufać Nicholasowi. Czułam....szczęście, ale nie wiedziałam jak długo ono potrwa. 

wtorek, 4 marca 2014

rozdział drugi ♥


Wieczorem postanowiłyśmy z Rose udać się na najlepszą imprezę w Londynie. Ubrałyśmy się tak aby podkreślić nasze kobiece wdzięki. Wchodząc do klubu od razu podeszłyśmy do baru. Zamówiłyśmy drinka, wypiłyśmy cztery i udałyśmy się na parkiet, każda w inną stronę. Ruszałam się w rytm muzyki, poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Odwróciłam się i ujrzałam bardzo seksownego chłopaka. Moje ręce objęły jego szyje, a jego dłonie cały czas utrzymywały się na moich biodrach.
-Oscar jestem - przedstawił mi się ukazują przy tym swój piękny uśmiech.
-Miło mi cię poznać - powiedziałam uśmiechając się.
-Mi cię też, bez imienna dziewczyno -zaśmiałam się no tak zapomniałam się mu przedstawić.
-Susan jestem - uśmiechnęłam się.
-Taka piękna dziewczyna sama?-zapytał unosząc lekko brwi.
-Nie jestem z przyjaciółką, ale można powiedzieć, że tak, sama-odpowiedziałam bardziej przez alkohol niż rozum.
-A czy może dasz się zaprosić na jeszcze jednego drinka?-spojrzał na mnie dyskretnie.
-No pewnie-odpowiedziałam i chwiejnym krokiem ruszyliśmy do baru. Oscar zamówił nam po drinku. Potem kolejnego i kolejnego. Poszliśmy tańczyć. Nasze ciała ze sobą współpracowały. Oczy wielu osób spoczywały na nas. Tańczyliśmy bardzo erotycznie. Pod koniec piosenki patrzyliśmy sobie w oczy. Przybliżył się do mnie i pocałowaliśmy się, zwykły pocałunek w przeszedł bardzo namiętny. Odsunęłam się od Oscara zostawiając go samego na środku parkietu, wyszłam z klubu.
Wracając z imprezy, myślałam tylko o tym aby położyć się w łóżku, moje nogi odmawiały posłuszeństwa. 
Zapłaciłam za taksówkę. I rozpoczęło się szukanie kluczy do drzwi. Po około 5 minutach w końcu je znalazłam.  W przedpokoju czekała na mnie Rose. Opowiedziała mi co się na dzisiejszej imprezie wydarzyło. Byłam szczęśliwa, że poznała kogoś. Chociaż nie do końca ponieważ nie chcę, aby wydarzyło się to co 2 lata temu. Co się wydarzyło ? Chodziła wtedy z Rickiem, chłopak w miarę przyzwoity. Byli ze sobą, 3 tygodnie. Pewnego wieczoru on ją po prostu zgwałcił. Rose zbierała się 4 miesiące, dopiero wtedy zaczęła ze mną normalnie rozmawiać. Pierwsze co zrobiłam po tym wydarzeniu, poszłam spotkać się z Rickiem. Miało to być spokojne spotkanie, ale takie nie było. Wpadłam w furię i pobiłam go nieprzytomności. Myślicie że taka osoba jak ja nie może czegoś takiego zrobić myli cię się, Rick był ciotą. Otrzymałam za to karę grzywny. Ale zbytnio nie przejęłam się tym ponieważ robiłam to dla przyjaciółki. Rick otrzymał 15 lat. Te cztery miesiące były naprawdę dla niej ciężkie, dopiero teraz zobaczyłam jak się uśmiecha mówiąc o chłopaku. 
Rozmawiałyśmy bardzo długo. Udałam się do łazienki, umyłam się i wróciłam do mojego pokoju. Nie miałam ochoty nawet sprawdzić mojej poczty. Od razu kładąc się na łóżku zasnęłam. 
Obudziłam się o 12, udałam się do łazienki, aby zrobić poranny makijaż i fryzurę. Powróciłam do pokoju po ciuchy. Długo zastanawiam się co wybrać, ostatecznie postanowiłam założyć beżowy sweterek, czarną bokserkę i dżinsy. Ubrana, uczesana i umalowana zeszłam na dół. Tam czekała jedynie dla mnie kartka od Rose że wyszła i wróci na obiad. Zrobiłam sobie śniadanie, później włączyłam film. Nie miałach ochoty na nic jedynie na co miałam ochotę to zobaczyć ponownie Oscara. Ten chłopak jest inny, nie żeby mi się od razu spodobał ale po prostu, jakoś przyciąga urokiem. I wiem że ja też na niego tak działam, widać  było to w jego oczach  kiedy to pocałowaliśmy się a ja potem uciekłam. Film mi się znudził, zorientowałam się że jest już godzina 16 a Rose dalej nie ma. Zawsze to ona była od histeryzowania, ale ona nigdy się nie spóźniała. Postanowiłam do niej zadzwonić. Jeden sygnał, drugi sygnał ...
-Halo
-Rose do cholery, gdzie ty jesteś ?
-Och przepraszam, zapomniałam Ci napisać że wrócę na kolację - powiedziała bardzo wesoła
-Dlaczego ?
-Susan muszę kończyć. Kocham cię. Nie martw się o mnie.
No i się rozłączyła, nie poznaję jej. Cieszę się że w końcu zaczęła wychodzić, ale mogła mi powiedzieć chociaż gdzie jest, i jakby się coś działo gdzie mam jej szukać. 
Zrobiłam sobie spaghetti na obiad. Umyłam po sobie naczynia. I wyszłam na zakupy do sklepu. Kupiłam to co było potrzebne. Postanowiłam wybrać się na imprezę do tego samego klubu co ostatnio. Rozpakowałam zakupy, po czym postanowiłam się przygotować. Zrobiłam sobie loki, makijaż, następnie założyłam spódnice w kwiatki, biały top z zameczkiem i wysokie beżowe szpilki. Spojrzałam na zegar była 19:30. Rose dalej nie było, więc napisałam jej karteczkę że wyszłam na imprezę. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do klubu.
Wchodząc do ogromnego pomieszczenia, oddałam swoją kurtkę i udałam się do baru. Zamówiłam sobie kilka drinków. Kilka czyli jakieś 6. Postanowiłam udać się na parkiet, wstając poczułam jak podziałał na mnie alkohol, dotarłam na środek sali i zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Tańczyłam i tańczyłam, i znowu poczułam na moich biodrach czyjeś ręce, odwracając się myślałam że ujrzę niebieskookiego seksownego Oscara. Myliłam się, dotykał mnie jakiś facet który pozornie był ładny ale nie był w moim typie, chciałam się uwolnić z jego uścisku. Mówił do mnie słówka typu "laleczko" "cukierku" itp. Jego ręce po pewnym momencie dotknęły moje tyłka, wtedy koleś przegiął. Wpadłam w furię, wyrwałam się z jego obleśnego uścisku, kopnęła go w jaja, ugiął się tak, że leżał na ziemi, wtedy zaczęłam go kopać w brzuch, wszyscy wokół przestali tańczyć, a ja dalej celował w tego typa. I nagle pojawił się Oscar, odciągnął mnie od niego ale ja się mu wyrwałam, mężczyzna znowu otrzymał kopniaka w twarz. Tym razem Oscar, przerzucił mnie przez ramię i wyniósł z klubu. Postawił mnie przed samochodem.
-Susan, co ty odpierdalasz, pobiłaś tego faceta do nieprzytomności - powiedział wściekły
-Czuję się dobrze, nic mi nie zrobił, fajnie że pytasz. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Widzę że jesteś cała i zdrowa więc nie pytam. Dlaczego go pobiłaś ? -zapytał łagodniej.
-Dlaczego ? Jak wczoraj, przyszłam tutaj, wypiłam kilka drinków, i udałam się na parkiet, zaczęłam tańczyć po jakimś momencie poczułam czyjeś dłonie na biodrach, myślałam, że to twoje, odwróciłam się i zobaczyłam tego mężczyznę ... -przerwał mi
-I to był powód dla którego go pobiłaś ?
-Daj mi kurwa skończyć. Trzymał mnie tak mocno, że nie mogłam uwolnić się z jego uścisku, mówił do mnie jakieś dziwne rzeczy, następnie jego ręce powędrowały na mój tyłek, i wtedy już nie wytrzymałam - skończyłam opowiadać, Oscar nic się nie odezwał, uśmiechnął się, zostawił mnie i poszedł do klubu, udałam się za nim, nie miałam pojęcia co on chce zrobić, szłam nie spuszczając go z oka. Nagle zatrzymał się, zobaczyłam jak stoi przed mężczyzną którego przed chwilą pobiłam. Chłopak już się pozbierał. Oscar wymierzył w jego brzuch trzy mocne ciosy i dodał
- Jeszcze raz dotkniesz tyłka Susan, nie żyjesz kurwa -uśmiechnął się tryumfalnie, widząc że chłopak wystraszył się na jego słowa.
Oscar podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z klubu. Szliśmy do jego auta nie odzywając się. Kiedy miał już otwierać drzwi, przerwałam mu
-Oscar dziękuje. - Przybliżyłam się do niego i pocałowałam go. Całując się, przez głowę przechodziło mi wiele myśli, ale przede wszystkim byłam jak nigdy dotąd zauroczona pocałunkiem, podobało mi się w jaki sposób walczyliśmy językami o dominację. Gdyby ta chwila dłużej trwała myślę, że doszło by do czegoś więcej. Uśmiechnęłam się do niego i odeszłam. Przez całą drogę myślałam tylko i wyłącznie o nim. Pierwszy raz coś takiego czułam, ale po pocałunku nie stwierdzę czy czuję coś do niego. Weszłam do domu, zahaczyłam o kuchnię, zabrałam butelkę wody, i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam siły się rozebrać położyłam się się na łóżku, patrzyłam na sufit i zobaczyłam duże przyklejone zdjęcie moje i Oscar jak się całujemy. Z tego co pamiętam nikogo wokół nas nie było. Więc musiał to być on. Chwilę radości przerwała mi wiadomość którą otrzymałam.

Podoba się prezent? Oscar :)


Pierwsze pytanie, które nasuwało mi się na myśli to "skąd on wiedział gdzie mieszkam ?".

Oczywiście. Dziękuje ;) Susan 

Po całym dniu ciekawych przeżyć, byłam ciekawa co przyniosą kolejne dni. Chciałam jeszcze wejść na kilka portali społecznościowych, ale byłam taka zmęczona że po prostu oddałam się krainie Morfeusza.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

rozdział pierwszy ♥

Spacerowanie po pięknym Londynie zajęło nam sporo czasu. Słońce ogrzewało nas swymi promieniami
jeszcze kilka godzin temu, a już w drodze powrotnej towarzyszył nam lekki podmuch wiatru i rozświetlone latarnie. Otworzyłam drzwi do naszego pięknego mieszkania i zaczęła się nasza walka, która pierwsza pójdzie do toalety. Oczywiście kolejny raz odpuściłam, z Rose nigdy nie miałabym szans. Przyjaźnie się z nią od 10 lat jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, po prostu wychowałam się w świecie samych mężczyzn. Moja mama odeszła od taty gdy miałam 5 lat, tęsknie za nią i brakuje mi jej. Jej rad, uśmiechu, żartów i troski, ale wiem że ułożyła sobie życia z jakimś prawnikiem i chyba jest szczęśliwa. No cóż a ta wariatka Rose, nigdy nie odpuszcza. Ona po prostu musi mieć to co chce. Nigdy nie miała chłopaka, nie potrafiła, wstydziła się, a też w przeszłości została skrzywdzona. Znów ja jestem przeciwieństwem Rose. Miałam dużo „chłopaków”, którzy no cóż nie byli warci mojego czasu ani uwagi. Tak wiele może nas różnić, tak inne jesteśmy, a mimo to potrafimy się dogadać choć może tylko w jednej sprawie nie. Łazienki. Myślałam jeszcze trochę o mojej rodzinie kiedy Rose wyrwała mnie z łazienki wychodząc z wrzaskiem i zamykając drzwi. Wstałam ze swojego łóżka i wyglądnęłam głową zza drzwi żeby zobaczyć o co te krzyki.
-Fujj! Weź ją proszę cię, weź!- krzyczała z nutą rozpaczy w głosie. Stała tak owinięta ręcznikiem i zmoczoną głową, na której jeszcze był niespłukany szampon.
-Rose, co się stało?- pytam nie mogąc ukryć lekkiego rozbawienia z jej zachowania.
-Tam- wskazała palcem na drzwi do łazienki-jest myszaa!- byłam blisko padnięcia na ziemie ze śmiechu. Może i Rose była silniejsza ode mnie, ale przy myszach stawała się słaba. Bała się ich. Weszłam po cichu do łazienki i zaczęłam szukać zwierzęcia, które narobiło tyle hałasu. Małe, czworonożne stworzenie szalało w wannie nie mogąc się z niej wydostać. Nie mam pojęcia jak się tam znalazła, ale jedno jest pewne. Trzeba ją wyciągnąć, bo inaczej Rose nie dokończy swej kąpieli i będzie chodzić naburmuszona. Wzięłam ręcznik, który miałam pod ręką i przy jego pomocy chwyciłam maleństwo. Była malutkich rozmiarów, więc nie było z nią problemów. Trzymałam ją w ręczniku i szłam przez korytarz żeby zejść po schodach. Szłam już przez salon, kiedy nagle zza ściany wybiegła Rose. Wystraszyłam się i poluzowała uścisk, co od razu wykorzystało stworzenie w nim siedzące. Wyskoczyła z niego i rzuciła się wprost na moją przyjaciółkę. I się zaczęła gonitwa. Rose uciekała za nią mysz, a na końcu za nimi obiema ja.
-Rose zatrzymaj się! Ona tylko biegnie za tobą bo ty biegniesz!- za wszelką cenę chciałam, żeby się zatrzymała.
-Nie ma mowy! Po moim trupie! Jeszcze mnie ugryzie.- I zaczęła wbiegać po schodach, co dwa stopnie.
Tu już miałam tą spryciule. Z powrotem rzuciłam lekko na nią ręcznik i lekko owinęłam. Szybkim tempem wyniosłam ją na pole i wypuściłam. Zamknęłam drzwi i się o nie oparłam. Ześlizgnęłam się po nich i dostałam napadu śmiechu.
-Rose! Nie ma jej już!-mówiłam między śmiechem - Chodź to uczcić!
-Zaraz zejdę tylko dokończę swoją toaletę!-odpowiedziała mi z góry.
Czekałam na nią przygotowując kieliszki i wino, a także szukając po internecie naszego ulubionego filmu "Trzy Metry Nad Niebem".  Kiedy zeszła ja szybko pobiegłam jeszcze się umyć po tym wykańczającym dniu i już kilka minut później przy winie leżałyśmy na kanapie oglądając film. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w krainę Morfeusza.

środa, 8 stycznia 2014

prolog ♥

Jestem w lesie. Biegnę. Czuję się coraz bardziej zmęczona, ale nie zwalniam tępa. Mam przeczucie, że jeżeli się zatrzymam, zginę. Przede mną leży zwalone drzewo. Szybko oceniam czy zdołam go przeskoczyć. Odbijam się od ziemi. Lecę. Jestem w powietrzu. Nagle zahaczam nogą o jedną z gałęzi wystających z konaru drzewa. Upadam z łomotem na ziemie, uderzając głową o drzewo i rozwalając kolano o kamień. Nie tracę przytomność. Nie pozwala mi na to przeczucie, które mówi mi, że coś lub ktoś za mną stoi. Odwracam się ze strachem w oczach. Widzę go. Widzę mężczyznę górującego nade mną wzrostem. Coś trzyma w swoich wielkich dłoniach....nóż. Czuję jak jego druga wolna ręka chwyta mnie za gardło i przygwożdża do drzewa. Spogląda na mnie oczami czarnymi nie ukazującymi żadnych emocji. Nóż zbliża się jakby w spowolnieniu do mojego gardła i.....
-Susan! Obudź się! Zaraz lądujemy!- wydziera się do mnie podekscytowana Rose, budząc mnie przy tym ze snu, a raczej koszmaru. Chwytam ręką gardła nie mogąc uwierzyć, że to był tylko sen Razem leciałyśmy do
Londynu, znaleźć jakaś pracę, poznać nowych ludzi i przede wszystkim uciec od starych czasów.
Wysiadłyśmy z samolotu i szukałyśmy taxi, które zabrało by nas do centrum miasta. Ale nie... po co... musiałyśmy cały kawał iść na nogach bo nagle na zrządzenie losu nie było nikogo kto by nas mógł podwieźć. Na miejscu zaczęło się gorączkowanie w poszukiwaniu domu, który kupiłyśmy kilka tygodni wcześniej. Kilka ludzi popytałyśmy i dotarłyśmy do naszego nowego domu.. Szybkie rozpakowanie w swoich pokojach. Oczywiście nie obyło się bez kłócenia kogo pokój bliżej łazienki. Ale niestety z Rose nie da się tak łatwo wygrać więc odpuściłam i wzięłam pokój dalej od łazienki. I tak po tym byłyśmy gotowe do wyjścia, żeby zacząć oglądać Londyn i wiedzieć gdzie są najbliższe sklepy i kawiarnie.

niedziela, 5 stycznia 2014

bohaterowie ♥


SUSAN
"Miłość daje, ale niczego nie żąda"



ROSE
"Nic, naprawdę nic nie jest warte życia oprócz miłości"


  OSCAR
"Czy to nie jest wielka rzecz - znaczyć dla kogoś wszystko?"



NICHOLAS
"Kiedy naprawdę zapragniesz miłości - będzie ona czekać na ciebie"