poniedziałek, 13 stycznia 2014

rozdział pierwszy ♥

Spacerowanie po pięknym Londynie zajęło nam sporo czasu. Słońce ogrzewało nas swymi promieniami
jeszcze kilka godzin temu, a już w drodze powrotnej towarzyszył nam lekki podmuch wiatru i rozświetlone latarnie. Otworzyłam drzwi do naszego pięknego mieszkania i zaczęła się nasza walka, która pierwsza pójdzie do toalety. Oczywiście kolejny raz odpuściłam, z Rose nigdy nie miałabym szans. Przyjaźnie się z nią od 10 lat jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, po prostu wychowałam się w świecie samych mężczyzn. Moja mama odeszła od taty gdy miałam 5 lat, tęsknie za nią i brakuje mi jej. Jej rad, uśmiechu, żartów i troski, ale wiem że ułożyła sobie życia z jakimś prawnikiem i chyba jest szczęśliwa. No cóż a ta wariatka Rose, nigdy nie odpuszcza. Ona po prostu musi mieć to co chce. Nigdy nie miała chłopaka, nie potrafiła, wstydziła się, a też w przeszłości została skrzywdzona. Znów ja jestem przeciwieństwem Rose. Miałam dużo „chłopaków”, którzy no cóż nie byli warci mojego czasu ani uwagi. Tak wiele może nas różnić, tak inne jesteśmy, a mimo to potrafimy się dogadać choć może tylko w jednej sprawie nie. Łazienki. Myślałam jeszcze trochę o mojej rodzinie kiedy Rose wyrwała mnie z łazienki wychodząc z wrzaskiem i zamykając drzwi. Wstałam ze swojego łóżka i wyglądnęłam głową zza drzwi żeby zobaczyć o co te krzyki.
-Fujj! Weź ją proszę cię, weź!- krzyczała z nutą rozpaczy w głosie. Stała tak owinięta ręcznikiem i zmoczoną głową, na której jeszcze był niespłukany szampon.
-Rose, co się stało?- pytam nie mogąc ukryć lekkiego rozbawienia z jej zachowania.
-Tam- wskazała palcem na drzwi do łazienki-jest myszaa!- byłam blisko padnięcia na ziemie ze śmiechu. Może i Rose była silniejsza ode mnie, ale przy myszach stawała się słaba. Bała się ich. Weszłam po cichu do łazienki i zaczęłam szukać zwierzęcia, które narobiło tyle hałasu. Małe, czworonożne stworzenie szalało w wannie nie mogąc się z niej wydostać. Nie mam pojęcia jak się tam znalazła, ale jedno jest pewne. Trzeba ją wyciągnąć, bo inaczej Rose nie dokończy swej kąpieli i będzie chodzić naburmuszona. Wzięłam ręcznik, który miałam pod ręką i przy jego pomocy chwyciłam maleństwo. Była malutkich rozmiarów, więc nie było z nią problemów. Trzymałam ją w ręczniku i szłam przez korytarz żeby zejść po schodach. Szłam już przez salon, kiedy nagle zza ściany wybiegła Rose. Wystraszyłam się i poluzowała uścisk, co od razu wykorzystało stworzenie w nim siedzące. Wyskoczyła z niego i rzuciła się wprost na moją przyjaciółkę. I się zaczęła gonitwa. Rose uciekała za nią mysz, a na końcu za nimi obiema ja.
-Rose zatrzymaj się! Ona tylko biegnie za tobą bo ty biegniesz!- za wszelką cenę chciałam, żeby się zatrzymała.
-Nie ma mowy! Po moim trupie! Jeszcze mnie ugryzie.- I zaczęła wbiegać po schodach, co dwa stopnie.
Tu już miałam tą spryciule. Z powrotem rzuciłam lekko na nią ręcznik i lekko owinęłam. Szybkim tempem wyniosłam ją na pole i wypuściłam. Zamknęłam drzwi i się o nie oparłam. Ześlizgnęłam się po nich i dostałam napadu śmiechu.
-Rose! Nie ma jej już!-mówiłam między śmiechem - Chodź to uczcić!
-Zaraz zejdę tylko dokończę swoją toaletę!-odpowiedziała mi z góry.
Czekałam na nią przygotowując kieliszki i wino, a także szukając po internecie naszego ulubionego filmu "Trzy Metry Nad Niebem".  Kiedy zeszła ja szybko pobiegłam jeszcze się umyć po tym wykańczającym dniu i już kilka minut później przy winie leżałyśmy na kanapie oglądając film. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w krainę Morfeusza.

środa, 8 stycznia 2014

prolog ♥

Jestem w lesie. Biegnę. Czuję się coraz bardziej zmęczona, ale nie zwalniam tępa. Mam przeczucie, że jeżeli się zatrzymam, zginę. Przede mną leży zwalone drzewo. Szybko oceniam czy zdołam go przeskoczyć. Odbijam się od ziemi. Lecę. Jestem w powietrzu. Nagle zahaczam nogą o jedną z gałęzi wystających z konaru drzewa. Upadam z łomotem na ziemie, uderzając głową o drzewo i rozwalając kolano o kamień. Nie tracę przytomność. Nie pozwala mi na to przeczucie, które mówi mi, że coś lub ktoś za mną stoi. Odwracam się ze strachem w oczach. Widzę go. Widzę mężczyznę górującego nade mną wzrostem. Coś trzyma w swoich wielkich dłoniach....nóż. Czuję jak jego druga wolna ręka chwyta mnie za gardło i przygwożdża do drzewa. Spogląda na mnie oczami czarnymi nie ukazującymi żadnych emocji. Nóż zbliża się jakby w spowolnieniu do mojego gardła i.....
-Susan! Obudź się! Zaraz lądujemy!- wydziera się do mnie podekscytowana Rose, budząc mnie przy tym ze snu, a raczej koszmaru. Chwytam ręką gardła nie mogąc uwierzyć, że to był tylko sen Razem leciałyśmy do
Londynu, znaleźć jakaś pracę, poznać nowych ludzi i przede wszystkim uciec od starych czasów.
Wysiadłyśmy z samolotu i szukałyśmy taxi, które zabrało by nas do centrum miasta. Ale nie... po co... musiałyśmy cały kawał iść na nogach bo nagle na zrządzenie losu nie było nikogo kto by nas mógł podwieźć. Na miejscu zaczęło się gorączkowanie w poszukiwaniu domu, który kupiłyśmy kilka tygodni wcześniej. Kilka ludzi popytałyśmy i dotarłyśmy do naszego nowego domu.. Szybkie rozpakowanie w swoich pokojach. Oczywiście nie obyło się bez kłócenia kogo pokój bliżej łazienki. Ale niestety z Rose nie da się tak łatwo wygrać więc odpuściłam i wzięłam pokój dalej od łazienki. I tak po tym byłyśmy gotowe do wyjścia, żeby zacząć oglądać Londyn i wiedzieć gdzie są najbliższe sklepy i kawiarnie.

niedziela, 5 stycznia 2014

bohaterowie ♥


SUSAN
"Miłość daje, ale niczego nie żąda"



ROSE
"Nic, naprawdę nic nie jest warte życia oprócz miłości"


  OSCAR
"Czy to nie jest wielka rzecz - znaczyć dla kogoś wszystko?"



NICHOLAS
"Kiedy naprawdę zapragniesz miłości - będzie ona czekać na ciebie"